Dzień dobry po dłuższej przerwie. 😉 Przypominam, że wciąż regularnie publikuję – w języku polskim przeczytacie mnie przede wszystkim tutaj.
Wzburzona kilkoma sprawami ze zdrowiem związanymi, postanowiłam wrócić tutaj z refleksją na temat obecnego kryzysu medycyny głównego nurtu. Kryzysu na tyle poważnego, że powstają w naszym kraju ustawy, które efektywnie mogą nasze wybory co do terapii czy opieki zdrowotnej znacznie ograniczyć. Mowa tu oczywiście przede wszystkim o nowelizacji ustawy o wdzięcznej nazwie „Lex Szarlatan”, która zdaje się jeszcze nie weszła w życie, ale może się to stać niebawem.
Jakkolwiek jej zwolennicy powołują się na „ochronę człowieka przed samym sobą” czyli np. wybieraniem nieskutecznych terapii alternatywnych w sytuacjach zagrożenia życia, to wątpliwości sporej części społeczeństwa są całkiem jasne. Bo od momentu wprowadzenia tego w życie terapeuci medycyny alternatywnej mogą otrzymać karę nawet w wysokości 1 mln złotych i zakaz wykonywania zawodu za stwierdzenia niezgodne z narracją głównego nurtu. Kto będzie decydować, co można powiedzieć, a co nie? Politycy, sędziowie, a może koncerny farmaceutyczne? Które badania naukowe będą brane pod uwagę, a które nie?
Niestety, psychopaci i naciągacze istnieją w każdej profesji. Także wśród lekarzy jest wiele osób, które w ogóle nie powinny tego zawodu wykonywać, o czym przekonałam się wielokrotnie. Według mnie nie stanowi to jednak wystarczającej przesłanki, aby czegokolwiek zakazywać lub nakazywać. Człowiek najlepiej uczy się na swoich błędach, albo błędach osób w bliskim otoczeniu. Każdy rynek w dłuższym rozrachunku zweryfikuje oszusta. Zamiast próbować na siłę ograniczyć dostęp do medycyny alternatywnej, może zamiast tego zachęcajmy ludzi do krytycznego (samodzielnego!) myślenia? Może stwórzmy niezależny system w rodzaju ZnanyLekarz dla terapeutów alternatywnych, który będzie poprzez prawdziwe recenzje weryfikował: ten wie co robi, ten trzepie kasiorę na swoich wątpliwych suplementach? Może pozwólmy ludziom decydować samodzielnie jak będą dbać o swoje zdrowie? Nie jesteśmy przecież dziećmi, aby trzeba nam było mówić co i jak należy robić. Nie jesteśmy też debilami, żeby trzeba było nas jako takich traktować…
Wiadomo niestety, że najprawdopodobniej nie chodzi tutaj o dobro pacjenta. Chodzi o to, że obecny system się wali. I to jest zdecydowanie pozytywny aspekt tego całego cyrku. Bo to kryzys powoduje właśnie tego rodzaju kroki. System widzi, że ludzie szukają innych rozwiązań, patrzą w stronę Natury w poszukiwaniu odpowiedzi, interesują się coraz mocniej terapiami alternatywnymi czy systemami medycznymi z tradycją mierzoną w kilku tysiącach lat jak TCM czy Ajurweda. System próbuje więc usilnie wcisnąć nas z powrotem w swoją uporządkowaną szufladkę, strasząc znachorami w białych szatach, którzy sprzedają „wodę z cukrem” z obietnicą wyleczenia raka. (Swoją drogą, ta „woda z cukrem” czyli homeopatia jest integralną częścią opieki zdrowotnej w Niemczech. Ba, jest nawet nauczana w szkołach medycznych. 🤯)
Mówi się tu o pacjentach, którzy „dali się zwieść i za późno trafili pod opiekę lekarza”. Niestety, nie mówi się o sytuacjach odwrotnych, kiedy to specjaliści medycyny alternatywnej są zmuszeni naprawiać szkody wywołane przez wieloletnie stosowanie leków. Nie mówi się też kwestionowanej przez wielu jakości opieki lekarskiej w Polsce, ani o czasie oczekiwania na kontakt z niektórymi specjalistami na NFZ, który może także skłaniać ludzi do szukania pomocy gdzie indziej.
To niestety kolejny przykład „powolnego gotowania żaby”. Bo przecież tutaj chodzi tylko o nasze „bezpieczeństwo”. Bo przecież chodzi tylko o to, żeby „nie mówić, że zioła leczą, tylko wspomagają organizm”. Bo przecież „ci biedni ciężko chorzy ludzie wydają pieniądze na oszustów”. Jednak nie oszukujmy się – jest to malutki, ale znaczący krok w kierunku całkowitej kontroli tego jak masz się leczyć, jak myśleć, a nawet jak rodzić czy wychowywać swoje dzieci.
Pojawiła się w sejmie także ustawa**, która ma efektywnie sprowadzić zawód położnej do bycia tylko i wyłącznie asystentką lekarza, a nie samodzielnym, wymagającym wielu lat edukacji zawodem, jak to było do tej pory. Jeśli się nie sprzeciwimy, za kilka lat porody domowe pod opieką położnej mogą nie być możliwe, a dostęp do jej nieocenionej opieki utrudniony. Poród może stać się procedurą medyczną niezależnie od wyboru matki. Cóż, wtedy mniejsza szansa, że dziecko nie zostanie zaraz po porodzie zaszczepione*, albo nie-daj-Boże nie będzie leczone u pediatry, lecz u naturoterapeuty. Niestety, także większa szansa na traumę okołoporodową związaną z pośpiechem, nieznajomą osobą przyjmującą poród, niedostosowanymi do sytuacji procedurami medycznymi, czy obcym i sterylnym środowiskiem szpitala. Temat jest mi dobrze znany, bo z taką traumą spotykam się w mojej pracy regularnie.
Moje zdanie w temacie już znacie, ale zachęcam oczywiście od przemyślenia tego, poczytania, zrozumienia tematu. Zadawajmy pytania. Kwestionujmy narzucone „normy”. Nie polegajmy na zdaniu pana doktora w telewizji jako prawdzie objawionej. I, może przede wszystkim, dajmy prawdzie obronić się samej.
*- 5 i 6 czerwca w Warszawie będzie miał miejsce X Protest Przeciwko Przymusowi Szczepień organizowany przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP.
**- Na tej stronie można wyrazić swoje zdanie na temat wspomnianego przeze mnie powyżej projektu ustawy o zawodzie pielęgniarki i zawodzie położnej.
